CzikCzik

Luźna pisanka o sprawach kobiecych i męskich zabawach
Płomień w cieniu świec (opowiadanie)

Płomień w cieniu świec (opowiadanie)

W małym miasteczku, gdzie czas zdawał się płynąć leniwie, a ulice wieczorami tonęły w ciepłym blasku latarni, mieszkała Klara. Była kobietą o oczach jak głębokie jeziora, w których odbijały się gwiazdy, i włosach w kolorze palonego karmelu, opadających miękko na ramiona. Jej ruchy były płynne, niemal taneczne, a każdy gest zdawał się opowiadać historię. Klara prowadziła małą księgarnię na rogu rynku, gdzie zapach starych książek mieszał się z wonią lawendowych świec, które zawsze paliła. Była typem marzycielki, która zaczytywała się w poezji i wierzyła, że życie to sztuka, a miłość – jej najpiękniejszy rozdział. W głębi duszy skrywała jednak tęsknotę za czymś nieokiełznanym, za płomieniem, który rozświetliłby jej spokojne dni.

Pewnego deszczowego popołudnia do księgarni weszła Lena. Wysoka, o smukłej sylwetce, miała włosy czarne jak smoła, które w wilgotnym powietrzu kręciły się lekko na końcach. Jej spojrzenie było ostre, niemal drapieżne, ale w kącikach ust czaił się figlarny uśmiech, który zdradzał ciepło i ciekawość. Lena była artystką, malarką, która przyjechała do miasteczka w poszukiwaniu inspiracji. Mówiła z lekkim akcentem, zdradzającym jej wielkomiejskie korzenie, a jej dłonie, poplamione farbą, opowiadały o godzinach spędzonych przy sztalugach. Była odważna, bezkompromisowa, ale pod tą pewnością siebie kryła się wrażliwość, którą rzadko pokazywała światu.

Klara, zajęta układaniem książek na półce, podniosła wzrok i zamarła. Lena stała przy regale z poezją, przeglądając tomik Rimbaud’a, a deszcz spływał po jej skórzanej kurtce, tworząc małe kałuże na drewnianej podłodze. Ich spojrzenia spotkały się – iskra, która przeszła między nimi, była niemal namacalna. Klara poczuła, jak jej serce przyspiesza, a Lena, z tym swoim zadziornym uśmiechem, zapytała: „Masz coś, co rozpala duszę?”. Klara, zwykle elokwentna, zarumieniła się i wskazała na półkę z literaturą francuską, próbując ukryć drżenie rąk.

Gdy deszcz maluje świat na szaro, a serca biją w rytmie burzy

Wieczory w księgarni Klary zamieniły się w rytuał. Lena przychodziła coraz częściej, niby po książki, ale tak naprawdę po rozmowy, które trwały do późna. Siedziały wśród półek, popijając herbatę z dodatkiem rumu, a świat za oknem przestawał istnieć. Lena opowiadała o swoich obrazach, o tym, jak próbuje uchwycić namiętność w ruchu pędzla, a Klara dzieliła się historiami z książek, które kochała. Ich rozmowy były jak taniec – raz lekkie i figlarne, raz głębokie, niemal intymne. Klara odkryła, że Lena ma w sobie dzikość, której ona sama zawsze pragnęła, ale bała się jej dotknąć. Lena zaś widziała w Klarze ciepło, które równoważyło jej własne niepokoje.

Pewnego wieczoru deszcz lał jak z cebra, a księgarnia była niemal pusta. Klara zaproponowała, by zostały dłużej, i zapaliła więcej świec, których blask rzucał ciepłe cienie na ściany. Lena, z kieliszkiem wina w dłoni, patrzyła na Klarę z taką intensywnością, że ta poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej ciele. „Chciałabym cię namalować” – powiedziała Lena, a jej głos był niski, niemal szeptany. Klara zaśmiała się nerwowo, ale zgodziła się, nie do końca wiedząc, na co. Lena wyciągnęła szkicownik i ołówek, ale zamiast rysować, podeszła bliżej. Jej palce musnęły ramię Klary, gdy poprawiała jej włosy, a ten dotyk był jak prąd, który przeszył je obie.

Gdy skóra mówi więcej niż słowa, a oddechy splatają się w jedno

Nie było momentu, w którym podjęły decyzję – to po prostu się stało. Lena odłożyła szkicownik, a jej dłonie znalazły się na talii Klary, przyciągając ją bliżej. Klara, zwykle tak opanowana, poczuła, jak jej ciało reaguje na każdy ruch Leny – na ciepło jej dłoni, na zapach jej perfum, który przypominał cedr i cytrusy. Ich usta spotkały się w pocałunku, który był jednocześnie delikatny i głodny, jakby obie chciały nadrobić stracony czas. Klara poczuła, jak jej kolana miękną, ale Lena trzymała ją mocno, z pewnością, która budziła dreszcze.

Świece migotały, rzucając złote refleksy na ich skórę, gdy zdejmowały z siebie warstwy ubrań – powoli, z namaszczeniem, jakby każdy odsłonięty centymetr był dziełem sztuki. Klara odkryła, że Lena ma na plecach delikatne piegi, które wyglądały jak konstelacje gwiazd, a Lena zachwycała się miękkością skóry Klary, gładząc jej ramiona i szyję. Ich ruchy były płynne, jakby tańczyły do muzyki, której nikt inny nie słyszał. Dotyk Leny był raz pewny, raz nieśmiały, a Klara odpowiadała z rosnącą śmiałością, odkrywając w sobie pożądanie, które dotąd znała tylko z książek.

Leżały na dywanie wśród rozrzuconych książek, a świat wokół nich przestał istnieć. Lena szeptała coś po francusku, słowa, których Klara nie rozumiała, ale które brzmiały jak zaklęcia. Ich ciała poruszały się w rytmie, który narastał, coraz szybszy, coraz bardziej palący. Klara czuła, jak każda komórka jej ciała budzi się do życia, jak rozpala się w niej ogień, który nie miał końca. Lena, z oczami błyszczącymi od emocji, patrzyła na nią tak, jakby widziała ją po raz pierwszy – i ostatni.

Gdy noc eksploduje pragnieniem, a gwiazdy są świadkami rozkoszy

Nie było już miejsca na słowa, tylko na oddechy, westchnienia i ciche śmiechy, które przerywały ciszę. Ich dłonie badały każdy zakamarek, każdy sekret, który skrywały ich ciała. Klara, zwykle tak powściągliwa, pozwoliła sobie na odwagę, jakiej nigdy wcześniej nie znała – jej palce wędrowały po skórze Leny, odkrywając miejsca, które sprawiały, że artystka drżała z rozkoszy. Lena, z kolei, była jak płomień, który nie znał granic – jej dotyk był pewny, niemal władczy, ale pełen czułości, która rozbrajała Klarę.

Gdy ich ciała splotły się w jedno, czas przestał istnieć. Były tylko one – ich oddechy, ich ciepło, ich pragnienie, które narastało jak fala, gotowa zalać wszystko. Klara poczuła, jak jej ciało napina się, jak każdy mięsień drży w oczekiwaniu na coś, co było nieuchronne. Lena, widząc to, przyciągnęła ją jeszcze bliżej, szepcząc jej imię jak modlitwę. I wtedy to się stało – eksplozja, która wstrząsnęła nimi obiema, fala rozkoszy, która rozlała się po ich ciałach, zostawiając je bez tchu, ale szczęśliwe. Leżały wtulone w siebie, a świece powoli dogasały, rzucając ostatnie błyski na ich rozgrzane skóry.

Klara spojrzała na Lenę, a Lena na Klarę. Nie musiały nic mówić – ich spojrzenia mówiły wszystko. To był początek czegoś nowego, czegoś, co miało zmienić ich życie na zawsze. Deszcz wciąż bębnił o szyby, ale w księgarni panowała cisza – ciepła, pełna obietnic i nieskończonych możliwości.


Opowiadanie inspirowane nowelą Pagan Lesbians (by Vin Saxon – Ron Haydock).


😉