CzikCzik

Luźna pisanka o sprawach kobiecych i męskich zabawach
Krople życia (opowiadanie)

Krople życia (opowiadanie)

Liu siedziała na brzegu kanapy w mieszkaniu swojej przyjaciółki, z nogami skrzyżowanymi w kostkach, a jej szczupłe, umięśnione uda napinały się lekko pod materiałem obcisłych legginsów. Krótkie, mysie blond włosy, obcięte w zadziornym stylu opadały na jej czoło, gdy pochylała się do przodu, gestykulując z entuzjazmem. Jej niewielkie piersi rysowały się pod cienką, bawełnianą bluzką, a płaski brzuch zdradzał godziny spędzone na treningach. Była drobna, ale jej ciało emanowało energią – sprężyste, gibkie, gotowe do działania. Wokół niej siedziały koleżanki: Marta, wysoka brunetka o pełnych biodrach, i Kasia, delikatna blondynka o łagodnym spojrzeniu. Obie słuchały z wypiekami na twarzy, gdy Liu, z błyskiem w oku, opowiadała o swoich najnowszych przygodach.

– Wiecie, dziewczyny, seks to nie tylko przyjemność – zaczęła, a jej głos brzmiał pewnie, niemal mentorsko. – To zdrowie. Serio! Trening cardio, rozciąganie, endorfiny… Żaden jogging ani joga nie dadzą wam tego, co porządny orgazm.

Marta parsknęła śmiechem, ale Liu nie dała się zbić z tropu.
– Śmiej się, ale to prawda. Ostatnio, po tej przejażdżce kolejką górską w lunaparku, wróciłam do domu i dosłownie rzuciłam się na Tomka. Strach, adrenalina… Czułam, jak mi krew pulsuje w żyłach, jak wszystko we mnie się budzi. To naukowo potwierdzone – stres i niepokój podkręcają podniecenie.

Kasia uniosła brew, zaciekawiona.
– Serio? To nie tylko u ciebie tak działa?

Liu pokiwała głową, a jej usta rozciągnęły się w uśmiechu.
– Nie. Badania pokazują, że u kobiet aktywacja układu współczulnego – wiecie, ten cały „walcz lub uciekaj” – sprawia, że ciało aż drży z chęci. Jak raz obejrzałam z Tomkiem horror, a potem… – zawiesiła głos, pozwalając wyobraźni koleżanek dopowiedzieć resztę. – Powiedzmy, że nie mogłam się od niego oderwać. Jego dłonie na moich biodrach, ten moment, kiedy mnie przyciągnął… Czułam, jak moje ciało reaguje na każdy dotyk, jak mięśnie się napinają, a skóra robi się gorąca.

Marta przewróciła oczami, ale widać było, że słucha z coraz większym zainteresowaniem.
– No dobra, a co cię tak naprawdę nakręca? Bo ja to czasem nie wiem, czy bardziej mnie kręci facet, czy dobra czekolada.

Liu zaśmiała się, odchylając głowę.
– U mnie to proste. Wysportowane ciało, pewność siebie, zapach potu po treningu. Jak wracam z siłowni, cała spocona, a on czeka na mnie w domu… To jest to. Uwielbiam, jak jego ręce wędrują po moich nogach, jak czuję jego oddech na karku. A jeszcze jak mnie podniesie – te wąskie biodra się przydają – i przyciśnie do ściany… – Zamilkła na moment, a jej oczy błysnęły. – No i ten moment, kiedy się we mnie zagłębia. Powoli, a potem coraz szybciej. To jak eksplozja, jakbym na chwilę traciła kontrolę nad własnym ciałem.

Kasia zarumieniła się, ale nie odrywała wzroku od Liu.
– A co z tym zdrowiem? Mówisz, że to jak sport, ale…

– Bo to jest sport! – przerwała jej Liu z zapałem. – Wczoraj robiłam interwały na rowerze stacjonarnym, a potem wskoczyłam na Tomka. Wysiłek fizyczny podkręca libido, to też udowodnione. Czułam, jak mięśnie mi płoną, jak serce wali, a potem ten seks… O 150% lepsze doznania niż bez treningu. Wyobraźcie sobie: leżę na plecach, nogi mam uniesione, a on wchodzi we mnie głęboko, rytmicznie. Mój oddech przyspiesza, czuję, jak każdy mięsień w brzuchu się napina, jak fala gorąca przebiega mi po plecach. I wtedy to się dzieje – orgazm, który sprawia, że całe ciało drży, a ja zapominam, jak się nazywam.

Marta zagryzła wargę, wyraźnie zaintrygowana.
– No dobra, a co z dniami, kiedy nie masz Tomka pod ręką?

Liu uśmiechnęła się przebiegle.
– Wtedy mam siebie. Masturbacja to mój sposób na wszystko – stres, depresję, zły dzień. Wiem, gdzie dotykać, jak szybko, jak mocno. Siadam na łóżku, rozsuwam nogi, zamykam oczy i… zaczynam. Najpierw delikatnie, palcami po wewnętrznej stronie ud, potem coraz bliżej. Czuję, jak robię się mokra, jak napięcie rośnie. A kiedy dochodzę – to jak wybuch endorfin. Krótki, ale tak intensywny, że przez chwilę świat znów ma kolory.

Kasia westchnęła cicho.
– Brzmi jak magia.

– Bo to jest magia – odparła Liu. – Ale wiecie, co jeszcze? Seks z facetem ma coś ekstra. Jak nie używamy prezerwatywy, czuję się potem… lepiej. Lżej. Szczęśliwiej. To nie tylko orgazm, to coś w jego nasieniu. Hormony, testosteron, prostaglandyny… Wchłaniają się przez ściany pochwy i działają jak eliksir. Po takim razie z Tomkiem czuję, jak krew krąży szybciej, jak genitalia pulsują jeszcze długo po wszystkim. A depresja? Znika. Przynajmniej na chwilę.

Marta zmrużyła oczy.
– Czyli co, sperma to antydepresant?

– Dokładnie! – Liu klasnęła w dłonie. – I podkręca podniecenie. Ostatnio, jak mnie brał od tyłu, czułam każdy jego ruch, każdy impuls. Moje biodra same się poruszały, dopasowując do niego. A kiedy skończył we mnie, to ciepło, ta wilgoć… To było jak nagroda. Czułam się silna, pełna życia.

Kasia pokiwała głową, jakby coś zrozumiała.
– Wiesz, może coś w tym jest. Jak się stresuję, to czasem mam ochotę na coś więcej niż tylko przytulanie.

– Bo to instynkt – podsumowała Liu, wstając z kanapy. Jej ciało poruszało się z gracją, mięśnie nóg grały pod skórą, a ona sama emanowała pewnością siebie. – Strach, wysiłek, seks… To wszystko nas napędza. Chodźcie, idziemy na siłownię, a potem… kto wie? Może znajdziecie sobie swoje własne eliksiry.

Koleżanki zaśmiały się, ale w ich oczach błysnęła ciekawość. Liu miała rację – jej ciało, jej przygody, jej pewność siebie były dowodem na to, że pożądanie i zdrowie idą w parze. A one chciały spróbować tego samego.


Opowiadanie kipiało od zmysłowości Liu – jej drobnej, ale sprężystej sylwetki, pewnych ruchów, pulsującego pożądania, które zdawało się wypełniać każdy jej oddech. To historia o kobiecie, która nie tylko kochała swoje ciało, ale wiedziała, jak je wykorzystać – dla przyjemności, dla siły, dla życia.